Recenzja gry Dragon Quest Builders (2016)

Minecraft po japońsku

Square Enix postanowiło, że zanim oddadzą nam do rąk "dwójkę", spróbują przyciągnąć do budowlanej podserii kolejnych graczy – za sprawą wersji na najnowszą konsolę Nintendo. Mamy do czynienia z ...
Filmweb sp. z o.o.
Wydane dwa lata temu na konsole Sony "Dragon Quest Builders" sprzedało się tak dobrze, że jeszcze w zeszłym roku Square Enix zapowiedziało jego kontynuację. Japończycy postanowili jednak, że zanim oddadzą nam do rąk "dwójkę", spróbują przyciągnąć do budowlanej podserii kolejnych graczy – za sprawą wersji na najnowszą konsolę Nintendo. Mamy do czynienia z okrojoną, skleconą na szybko edycją czy pełnoprawnym, wartym uwagi portem?

photo.title   photo.title   photo.title

"Dragon Quest Builders" to w dużym skrócie dziecko "Minecrafta" i serii "Dragon Quest", choć tak po prawdzie, do jednego i drugiego mu daleko. Są tu minecraftowe bloczki i kopanie w poszukiwaniu surowców, jednak głównie potrzebujemy ich do tworzenia "niekanciastych" obiektów, z których korzystają mieszkańcy naszej osady. Jest też trochę dragonquestowego RPG-a, choć jedyny rozwój postaci to tworzenie dla niej nowych elementów ekwipunku i powiększania paska życia specjalnym nasionami, które dostajemy za wykonywanie zlecanych nam zadań. Sama walka jest niesamowicie prostacka i ogranicza się do maszowania [X], przez co, paradoksalnie, bliżej jej do "Minecrafta". Długo by zresztą wymieniać liczne zapożyczenia i nawiązania do innych gier, krótko mówiąc "Dragon Quest Builders" fajnie je wszystkie spina.

photo.title   photo.title   photo.title

Tryb fabularny "Dragon Quest Builders" podzielono na kilka rozdziałów, których ukończenie może zająć nawet około 50 godzin. Historią zaczynamy w świecie zniszczonym przez złego Dragonlorda, który przy okazji siania spustoszenia wykasował ludziom zdolność tworzenia przedmiotów – jedynym dla nich ratunkiem jest główny bohater, który wciąż to potrafi. Trafiamy więc do ruin niegdyś wielkiego miasta i staramy się je odbudować, tak aby stworzyć dla wszystkich ocalałych nowe, lepsze miejsce do życia. Wraz z rozwojem naszej osady przybywają do niej kolejni mieszkańcy (niektórych sami znajdujemy), wykonujemy przeróżne zadania, uczymy się tworzyć nowe obiekty oraz odpieramy ataki złych potworów. Każdy z rozdziałów gry kończy się starciem z wrogiem, a kolejny zaczynamy praktycznie od zera: zupełnie nowe zgliszcza, jednak co nieco już wiemy, więc jest nam trochę łatwiej.

photo.title   photo.title   photo.title

Tak naprawdę przedstawioną historię można w zupełności zignorować i po prostu dobrze się bawić, budując fajne rzeczy, co jakiś czas wysłuchując nudnych jak flaki z olejem dialogów spotykanych postaci. Gra w żaden sposób nie mówi nam na przykład, jak ma wyglądać nasza osada, a jedynie wymaga od nas budowania konkretnych obiektów. A samo budowanie jest naprawdę przyjemne i niesamowicie wciągające. Najpierw musimy wyruszyć w poszukiwaniu niezbędnych surowców, przy czym należy pamiętać o kilku kluczowych sprawach. Po pierwsze – o poziomie głodu. W lewym górnym rogu ekranu mamy przez cały czas wyświetlaną informację, czy nasz bohater ma pełen brzuszek i jeśli dopuścimy do głodówki, to zacznie tracić punkty życia. Po drugie, w prawym górnym rogu ekranu widnieje zegar informujący, jaka jest aktualnie pora dnia. Na wyprawy najlepiej wyruszać z samego rana, ponieważ czas w grze płynie bardzo szybko, a w nocy pojawiają się niesamowicie upierdliwe latające stwory, które potrafią napsuć krwi. Po trzecie, choć to w pewnym czasie zanika, kluczowe jest jeszcze miejsce w ekwipunku, bo przecież jaki jest sens organizowania wyprawy, jeśli nie mamy gdzie przechowywać znalezionych przedmiotów i surowców. Kiedy już uda nam się zebrać to, czego potrzebujemy, udajemy się do kuźni/warsztatu i tworzymy pożądane przedmioty. Niektóre z nich pełnią pewne funkcje (łóżka, skrzynie), inne są nam potrzebne do powierzonych zadań (garderoba, stołki, wyszukane jedzenie), a jeszcze inne pełnią jedynie funkcje ozdobne i podnoszą poziom naszej osady. Choć poziom zaawansowania naszego miasteczka (od 1 do 5) nie zmienia zbyt dużo w grze, to jest niezłym motywatorem do sensownego planowania budowli i pilnowania porządku.

photo.title   photo.title   photo.title

Po ukończeniu pierwszego rozdziału "Dragon Quest Builders" oddaje w nasze ręce tryb "Terra Incognita", w którym możemy tworzyć do woli bez przejmowania się potworami, a dodatkowo, dzięki funkcjonalności sieciowej, udostępniać swoje kreacje innym graczom czy też pobierać stworzone przez nich budowle. Każdy ukończone rozdział trybu fabularnego odblokowuje nowe przedmioty i przepisy oraz dodatkową wyspę w trybie "Terra Incognita", na którą możemy się udać i zbierać niezbędne do rozwijania naszego miasta surowce. A co jeśli się skończą? W opcjach wybieramy reset wyspy i kosimy wszystko od nowa.

Aby gra mogła działać na Switchu, twórcy musieli pójść na kompromis. Wersja na PlayStation 4 działała w 1080p i 60 klatkach. Wersja na PS Vitę miała straszną rozdzielczość i tragiczny framerate. Switchowa edycja, zarówno w trybie przenośnym, jak i zadokowanym działa w rozdzielczości 720p, a jedyne, co się zmienia, to liczba klatek: 30 przenośnie i 60 stacjonarnie. Przyznam, że to ciekawe rozwiązanie – dzięki niemu gra wygląda bajecznie na małym ekranie i całkiem okej na dużym, co jednak nadrabia klatkażem. Tak poza tym, "Dragon Quest Builders"ma bardzo charakterystyczny styl graficzny i świetną oprawę muzyczną. Sam złapałem się na tym, że opuszczałem osadę tylko po to, aby posłuchać mojego ulubionego motywu muzycznego.

photo.title   photo.title   photo.title

Kiedy "Dragon Quest Builders" wyszedł na PlayStation 4, nie potrafiłem się w niego wczuć – przez cały czas miałem wrażenie, że granie w niego na dużym ekranie to strata czasu, w końcu jest dużo innych ładniejszych produkcji. Jako gra przenośna z opcją zagrania na TV sprawdza się za to idealnie. Jeśli tak jak ja nie mogliście przekonać się do "Minecrafta" z powodu braku konkretnego celu, a lubicie sobie trochę pobudować, to przy tej grze na pewno będziecie się świetnie bawić. Ostrzegam jednak, że może Wam skraść dużo czasu!
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (2 głosy).
Marcin Dąbkowski
ocenia tę grę na:
1 10 8/10 bardzo dobra