Recenzja filmu Miłość pisana Braillem (2016)
Michel Boujenah

Pierwsza miłość

Reżyser Michel Boujenah przekonuje, że wszystkie historie miłosne przebiegają według tego samego scenariusza. Nie ma więc znaczenia, że Victor i Marie mają po 12 lat i stawiają dopiero pierwsze ...
Filmweb sp. z o.o.
W jednej ze scen w "Miłości pisanej Braillem" 12-letni chłopiec pyta swojego ojca, po czym można poznać, że ktoś jest w nas zakochany. Trudzący się z odpowiedzią mężczyzna wydaje się w sprawach miłosnych równie zagubiony co jego syn. Ich urocza rozmowa jest kwintesencją całego filmu, który, opowiadając o rodzącym się uczuciu między nastoletnimi bohaterami, uświadamia, że gdy w grę wchodzą feromony, nie ma mądrzejszych i głupszych; są tylko ci, którzy do uczuć się przyznają, i ci, którzy przyznać się nie potrafią. Filmowi Victor i Marie – co imponujące – zdecydowanie należą do tych odważnych.


Reżyser Michel Boujenah przekonuje, że wszystkie historie miłosne przebiegają według tego samego scenariusza. Nie ma więc znaczenia, że Victor i Marie mają po 12 lat i stawiają dopiero pierwsze kroki w świecie romantycznych uczuć. Jak przystało na uczestników filmowego love story i oni będą musieli sprostać wyzwaniom stojącym na drodze do ich szczęścia. Marie zmaga się bowiem z poważną chorobą oczu, która w niedługim czasie może ją doprowadzić do całkowitej utraty wzroku. Dziewczyna nie chce jednak, by ktokolwiek się nad nią litował, w związku z tym ukrywa swój pogarszający się stan przed wszystkimi – nawet przed rodzicami, którzy z troski o jej zdrowie planują wysłać ją do specjalnej placówki. Marie chciałaby przeżyć swój ostatni rok w szkole najnormalniej jak się da i przede wszystkim podejść do egzaminu do wymarzonej szkoły muzycznej. W realizacji planu pomoże jej od dawna nią zauroczony Victor, nie od razu jednak świadomy, w co się pakuje. I jak to życiu bywa, nie obejdzie się bez miłosnych sprzeczek, interwencji przyjaciół oraz… kłótni z rodzicami.

photo.title   photo.title

Oczywiście z racji wieku bohaterów, "Miłości pisanej Braillem" bliżej do grzecznej "Bezsenności w Seattle" niż "Dzikości serca". Film Boujenaha z komedią Nory Ephron łączy zresztą duża dawka uroku. A to za sprawą nie tylko ujmującego wnikliwą prostotą scenariusza, ale i samych aktorów. Młodziutcy Alix Vaillot i Jean-Stan Du Pac mają w sobie tyle wdzięku, że naprawdę trudno im nie kibicować. Co więcej, sceny z ich udziałem – szczególnie te, w których okazują sobie raczkujące uczucia – wypadają bardzo wiarygodnie. Świetny jest też Antoine Khorsand w roli przyjaciela Victora, któremu udaje się połączyć dojrzałość dorosłego z wrażliwością dziecka i dzięki temu stworzyć zabawną postać. W filmie Boujenaha sporo jest zresztą ciepłego humoru – a śmieszą nie tylko tak oczywiste rzeczy jak nieporadność czy naiwność małoletnich bohaterów, ale i powracająca refleksja, że niezależnie od wieku w kwestiach miłosnych wszyscy zachowujemy się czasem jak dzieci. A jednocześnie to właśnie one mogą nas dużo nauczyć. To bardzo przyjemna lekcja.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 67% uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).
Dorota Kostrzewa
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry